>> oliwkowy <<
zapał, nadzieja i energia gdzieś tam są, ale przykryte szarą codziennością, wypalone przez intensywne słońce oczekiwań
Jednak dzisiaj nie będzie o odcieniach życia a ponownie o odcieniach kota.
Bardzo wstrząsnęła mną ostatnio historia, dziejąca się tuż po sąsiedzku.
Będzie więc o traktowaniu zwierząt przez ludzi. Co myślicie o tej historii?
Znajomi mieli kota, dostali go dużo za wcześnie oddzielonego od matki. Kto zna się na kotach choć trochę wie, że taki kot wymaga szczególnej uwagi, że nie jest nauczony przez matkę polować, nie zna stosunków międzykocich ani międzyludzkich. Trzeba mu pokazać wszystko. Ale ten niestety miał pecha. Trafił do ludzi, którzy o tym nie wiedzieli ani nie mieli ku temu warunków. Szkoda, że poznałam ich trochę za późno, by pomóc. Ale zostawmy moje wyrzuty sumienia, a wróćmy do tematu. W skrócie, kot był wiecznie w strachu, głównie przed ich kilkuletnim dzieckiem, które nie potrafiło zachować się względem niego jak powinno, chciało się bawić, ale nie umiało, więc kot się męczył i bał, uciekał i chował po kątach. A co to za życie... Drapał i niszczył wszystko, po złości załatwiał się na dywan. To tylko napędzało błędne koło jakim było ganianie go. Ostatecznie doszło do tego, że właścicielkę gryzł, przed właścicielem uciekał. Ale gdy przyszłam na przykład ja, kot był ciekawy, ostrożnie podchodził, dawał się pogłaskać. Więc była dla niego nadzieja, po prostu w innym domu. Ale właściciele mieli dość, więc zostawiali otwarte, niezabezpieczone okna, bo przecież tylko na parapet sobie wychodzi. Aż oczywiście któregoś razu nie wracał cały dzień. I co wtedy? Olx, koty i następnego dnia nowy kot. Pech dla nich, że uciekinier wrócił. To powtórka, balkon i po problemie. I co wtedy? No znowu olx i szukanie na przyszłość partnera dla kocicy, żeby się zwróciły, bo przecież zapłacili za nią! Rodowodu nie ma, bo "komuś się nie chciało wyrabiać", ale co to ma za znaczenie, piękny rasowy kot to i dzieci się sprzeda.
Podsumowanie? Niektórzy nie powinni mieć zwierząt.
Komentarz? Mam wyrzuty sumienia, że trzeba było jakoś pomóc. Tylko jak, skoro nawet na chwilę nie moglibyśmy go zatrzymać, nie teraz... Kto weźmie świadomie kota, który wymaga poważnej pomocy behawiorysty... Schronisko to wyrok do końca życia. Męczy mnie to już wiele dni... Nadal nie znam dobrego wyjścia, ale zresztą już i tak za późno. Może ktoś jednak ją znalazł i wziął. Staram się tak myśleć, żeby nie zwariować.
zapał, nadzieja i energia gdzieś tam są, ale przykryte szarą codziennością, wypalone przez intensywne słońce oczekiwań
Istnienie - cóż to dokładnie znaczy?
Żyję najlepiej, jak umiem
Przeszłość zlewa mi się z przyszłością
Teraźniejszość wymyka się z rąk
"Heart and soul", Joy Division, ku pamięci jednego z moich ulubionych zespołów, którego płyta obchodziła ostatnio czterdziestolecie
Jednak dzisiaj nie będzie o odcieniach życia a ponownie o odcieniach kota.
Bardzo wstrząsnęła mną ostatnio historia, dziejąca się tuż po sąsiedzku.
Będzie więc o traktowaniu zwierząt przez ludzi. Co myślicie o tej historii?
Znajomi mieli kota, dostali go dużo za wcześnie oddzielonego od matki. Kto zna się na kotach choć trochę wie, że taki kot wymaga szczególnej uwagi, że nie jest nauczony przez matkę polować, nie zna stosunków międzykocich ani międzyludzkich. Trzeba mu pokazać wszystko. Ale ten niestety miał pecha. Trafił do ludzi, którzy o tym nie wiedzieli ani nie mieli ku temu warunków. Szkoda, że poznałam ich trochę za późno, by pomóc. Ale zostawmy moje wyrzuty sumienia, a wróćmy do tematu. W skrócie, kot był wiecznie w strachu, głównie przed ich kilkuletnim dzieckiem, które nie potrafiło zachować się względem niego jak powinno, chciało się bawić, ale nie umiało, więc kot się męczył i bał, uciekał i chował po kątach. A co to za życie... Drapał i niszczył wszystko, po złości załatwiał się na dywan. To tylko napędzało błędne koło jakim było ganianie go. Ostatecznie doszło do tego, że właścicielkę gryzł, przed właścicielem uciekał. Ale gdy przyszłam na przykład ja, kot był ciekawy, ostrożnie podchodził, dawał się pogłaskać. Więc była dla niego nadzieja, po prostu w innym domu. Ale właściciele mieli dość, więc zostawiali otwarte, niezabezpieczone okna, bo przecież tylko na parapet sobie wychodzi. Aż oczywiście któregoś razu nie wracał cały dzień. I co wtedy? Olx, koty i następnego dnia nowy kot. Pech dla nich, że uciekinier wrócił. To powtórka, balkon i po problemie. I co wtedy? No znowu olx i szukanie na przyszłość partnera dla kocicy, żeby się zwróciły, bo przecież zapłacili za nią! Rodowodu nie ma, bo "komuś się nie chciało wyrabiać", ale co to ma za znaczenie, piękny rasowy kot to i dzieci się sprzeda.
Podsumowanie? Niektórzy nie powinni mieć zwierząt.
Komentarz? Mam wyrzuty sumienia, że trzeba było jakoś pomóc. Tylko jak, skoro nawet na chwilę nie moglibyśmy go zatrzymać, nie teraz... Kto weźmie świadomie kota, który wymaga poważnej pomocy behawiorysty... Schronisko to wyrok do końca życia. Męczy mnie to już wiele dni... Nadal nie znam dobrego wyjścia, ale zresztą już i tak za późno. Może ktoś jednak ją znalazł i wziął. Staram się tak myśleć, żeby nie zwariować.
Mój skarb dla rozładowania emocji:
Takie troche odurzone spojrzenie ;p Cóżeś mu uczyniła ?
OdpowiedzUsuńprzysypia po prostu :P
Usuń