>> śliwkowy <<

miłość, spełnienie, dojrzałość, starania - zasnute cieniem strachu i niepewności


Zaręczona. Status na niebieskim serwisie społecznościowym - jest!
Jak ja podchodzę do sprawy i jak postrzegane są w obecnych czasach zaręczyny i ślub? O tym będzie dziś.



        Dla mnie od zawsze celem w życiu było założenie szczęśliwej rodziny. Mimo iż nie jestem osobą religijną, zawsze gdzieś tam w głowie wisiała wizja ślubu. Nie będę wdawać się w szczegółowe analizy, ale postronny widz powiedziałby, że po prostu dążę do czegoś, czego brakowało mi w dzieciństwie. Zawsze czułam wewnętrzną potrzebę i presję ze swojej własnej strony. Codzienne myślenie, jaka to ja nie jestem stara i czy kiedyś wezmę ślub przesłaniało wiele radości normalnego życia. Obsesyjnie i paranoicznie rozmyślałam, jak to będzie. Dochodziło przez to do wielu kłótni z moim partnerem, gdyż on uważał, że nie ma po co się spieszyć, bo co to za różnica czy ślub jest czy nie. Zaczęłam rozumieć, że moje poglądy są inne niż jego i że pora pomyśleć o kompromisie. Nie mówię, że było łatwo i że wszystko zmieniło się z dnia na dzień. Ciężko pracowałam, by codziennie nie mówić o tych tematach, a z czasem przestać myśleć o nich non stop. Zniknęły kłótnie i poprawiły się stosunki między nami. I bach. Doczekałam się, wystarczyło więcej cierpliwości!
         A jak wygląda ten temat patrząc po moich znajomych? Szał i moda na śluby i zaręczyny. Wyścigi kto pierwszy, kto lepiej. Presja ze strony rówieśników. Wielu zaręczyn nie rozumiem. Wiem, że nie mnie oceniać czyjeś związki, ale stopień dojrzałości przyszłych małżonków pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że wiele zmieniło się przez ostatnie, powiedzmy, dziesięć lat. Kiedyś szkoda było czasu na ślub, bo liczyła się tylko kariera. Teraz ślub ma pierwszeństwo, ale co z tego skoro nic on nie zmienia w mentalności ludzi. Jest po prostu kolejną imprezą, osiągnięciem do pochwalenia się, po którym następuje powrót do szaleńczego tempa i pracy. Spowszechniał, tak jak spowszechniały rozwody. Na stwierdzenie "bierzemy ślub" częściej usłyszy się "no wreszcie" niż "moje gratulacje"! Do czego według mnie to zmierza? Do wypaczenia wartości małżeństwa, obniżenia powagi tego związku. Do zmienienia nieodwracalnego i naprawialnego połączenia dwójki ludzi w coś błahego i niewartego naprawy, bo lepiej wziąć rozwód.
        Jakież to smutne.
        Oczywiście to generalizowanie. Znam kilka osób, głównie głęboko religijnych, dla których małżeństwo jest świętością. Biorą ślub szybko, ale czuje się, że to dla nich coś ważnego. Łatwo zauważyć połączenie pomiędzy wiarą w Boga a szanowaniem małżeństwa. Ale czy to musi być konieczne? Dlaczego tak spadła wartość oficjalnego połączenia kochających się ludzi? Co będzie modne za czasów naszych dzieci? Strach myśleć.


        Chętnie poznam wasze opinie i poglądy, zapraszam do dyskusji w komentarzach.
















Komentarze